Ostatnia czarownica Europy, której nie sądzono za czary. Czy Reszel potrzebuje tej legendy?
Barbara Zdunk od lat przedstawiana jest jako „ostatnia czarownica Europy”. Problem w tym, że zachowane materiały dotyczące jej procesu nie potwierdzają, aby została oskarżona lub skazana za czary.…

Barbara Zdunk od lat przedstawiana jest jako „ostatnia czarownica Europy”. Problem w tym, że zachowane materiały dotyczące jej procesu nie potwierdzają, aby została oskarżona lub skazana za czary. W Reszlu wykonano brutalny wyrok za podpalenie, a historia o czarownicy pojawiła się później. To dobry przykład tego, jak legenda może z czasem niemal całkowicie zastąpić historię.
21 sierpnia 1811 roku w Reszlu wykonano wyrok śmierci na Barbarze Zdunk. Sprawa dotyczyła pożaru miasta z 1807 roku, a Zdunk została skazana za podpalenie. Według dostępnych opracowań przed spaleniem została uduszona przez kata, a następnie jej ciało trafiło na stos. Historyk prof. Jacek Wijaczka, zajmujący się procesami o czary, zwraca uwagę, że nieliczne zachowane źródła z epoki nie wspominają o czarach jako podstawie oskarżenia. Oficjalny serwis turystyczny Reszla również opisuje dziś jej historię jako legendę związaną z jednym z ostatnich przypadków spalenia na stosie.
Najważniejszy szczegół jest więc prosty: Barbara Zdunk nie została skazana za czary. Była sądzona za podpalenie, a sama sprawa przechodziła przez kolejne instancje pruskiego wymiaru sprawiedliwości. Reszel od 1772 roku znajdował się pod zaborem pruskim, a w sprawę zaangażowane były nie tylko lokalny sąd, ale również Izba Sprawiedliwości w Królewcu, Ministerstwo Sprawiedliwości w Berlinie i ostatecznie król pruski. Mówienie o „ostatniej czarownicy spalonej w Polsce” upraszcza więc historię podwójnie: nie był to proces o czary, a wyrok nie został wydany przez polski sąd.
Czarownica sprzedaje się lepiej niż proces o podpalenie
Skąd więc wzięła się historia „ostatniej czarownicy Europy”? Prof. Jacek Wijaczka wskazuje, że ważną rolę w jej rozpowszechnieniu mogła odegrać publikacja Władysława Ogrodzińskiego z 1962 roku. Później opowieść zaczęła żyć własnym życiem, a Barbara Zdunk stała się bohaterką widowisk, inscenizacji i materiałów związanych z promocją Reszla. Culture.pl opisuje kolejne przedsięwzięcia wykorzystujące ten motyw – od inscenizacji z 1981 roku po spektakle i gry terenowe organizowane już w XXI wieku.
Nietrudno zrozumieć, dlaczego właśnie taka wersja okazała się atrakcyjna. Czarownica po prostu lepiej się sprzedaje. Jest zamek, stos, tajemnica, tragiczna bohaterka i gotowa historia dla turystów. Wieloletni proces karny, pruskie prawodawstwo, rozbieżności w zeznaniach i pytania o rzeczywisty przebieg sprawy są trudniejsze do zamknięcia w jednym chwytliwym haśle. Samo wykorzystywanie legendy nie jest niczym niezwykłym – miasta w całej Europie budują część swojej turystycznej tożsamości na dawnych podaniach. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestaje się jasno zaznaczać, gdzie kończy się legenda, a zaczyna udokumentowana historia.
Reszel ma wystarczająco dużo prawdziwej historii
Nie ma podstaw, aby twierdzić, że legendę Barbary Zdunk stworzono celowo po to, by przedstawiać Polskę jako kraj zacofany. Dostępne materiały tego nie potwierdzają. Trudno jednak nie zauważyć skutku wieloletniego powtarzania uproszczonego przekazu. Osoba, która trafia jedynie na hasło „ostatnia czarownica Europy spalona w Reszlu”, może łatwo zapamiętać, że jeszcze w XIX wieku na terenie dzisiejszej Polski palono kobiety za czary. Tymczasem proces dotyczył podpalenia, toczył się przed pruskim wymiarem sprawiedliwości, a określenie „ostatnia czarownica Europy” jest późniejszą konstrukcją kulturową.
I być może właśnie tutaj znajduje się znacznie ciekawszy temat niż sama legenda. Reszel ma zamek, zabytkową architekturę, wielowiekową historię Warmii i autentyczną opowieść o kobiecie skazanej w niezwykle surowym procesie na początku XIX wieku. Do tego dochodzi drugi poziom tej historii: sposób, w jaki kilkadziesiąt i ponad sto lat później z prawdziwej sprawy powstała opowieść o „ostatniej czarownicy Europy”. To materiał nie tylko na atrakcję turystyczną, ale również na opowieść o tym, jak tworzą się lokalne mity i jak łatwo z czasem zaczynamy traktować je jak fakty.
Legenda może być częścią promocji miasta. Może być atrakcyjna, widowiskowa i przyciągać turystów. Powinna jednak pozostać legendą. Reszel naprawdę nie potrzebuje fałszywej czarownicy, żeby mieć ciekawą historię. Być może uczciwsza – i dziś nawet bardziej interesująca – byłaby opowieść o tym, jak przez dziesięciolecia mit niemal całkowicie przesłonił prawdziwe losy Barbary Zdunk.
Na historii można budować promocję. Na legendach również. Trzeba tylko jasno powiedzieć, która jest którą.

KULTURA
SAMORZĄD I INWESTYCJE
SAMORZĄD I INWESTYCJE
SAMORZĄD I INWESTYCJE